wtorek, 25 października 2011

Czas na Halloween!

Gorszy okres na szczęście mam już za sobą. Wyciszyłam się, uspokoiłam. Teraz, kiedy nabrałam dystansu do pewnych spraw widzę wszystko inaczej. Coś jakby się zmieniło w moim życiu. Czy na lepsze; tego jeszcze nie wiem, ale muszę się postarać wykorzystać to, co przynosi mi los.
Tak właściwie to z niecierpliwością czekam na Halloween. W zeszłym roku spędziłam je z młodszą siostrą i kumpelą. Było nawet ok, jednak w tym roku chciałabym, aby było naprawdę bombowo.
Znalazłam w internecie dość ciekawy blog z poradami na oryginalne jedzenie na Halloween -
http://swieto-halloween.bloog.pl/?ticaid=6d3a7
Nie wiem jeszcze, za kogo się przebiorę. W zeszłym roku była krwawa Mary, może teraz
czas na jakiegoś wilkołaka albo mumię? A może powinnam sama wymyślić coś 
oryginalnego? Proszę o porady:) 

niedziela, 11 września 2011

Brak perspektyw

Moje życie to jedna, wielka porażka. Zawsze kiedy mi się wydaje, że tym razem będzie już dobrze, to i tak wszystko spełza na niczym. Wiem już, że niczego w życiu nie osiągnę. Nie potrafię nawet napisać składnie tego, co teraz myślę. Nic nie potrafię.
Nie są to jakieś wyznania osoby, która przeżywa właśnie wewnętrzne frustracje, ale moje obiektywne spostrzeżenie.
Zamierzam przeprowadzić się do Łodzi i tam podjąć pracę. A dokładniej - zamierzałam. Na początku byłam podekscytowana tym pomysłem, znalazłam nawet jakieś oferty pracy, ale z biegiem czasu mój entuzjazm znacząco osłabł. W rezultacie nie wysłałam żadnego CV. A wszystko przez moją fobię społeczną.
Na początku - właściwie to jeszcze parę tygodni temu - byłam zafascynowana mieszkaniem w dużym mieście. Więcej możliwości, lepsze perspektywy. Do tego nocne życie. Myślałam, że wystarczy tam mieszkać, by być szczęśliwą. Teraz jednak wiem, że było to tylko złudne wyobrażenie. Kiedy byłam ostatnim razem w Łodzi, postanowiłyśmy z kumpelą zasmakować wreszcie tego nocnego życia. Wszystko było jednak inne niż sobie wyobrażałyśmy. Hałas był tak ogromny, że nawet nie można było się porozumieć. Ludzie kręcili się po całym mieście, do tego pijani. Drażniło mnie to. Nie, żebym była jakąś abstynentką, ale uważam, że nie ma nic atrakcyjnego w upijaniu się na umór każdego wieczoru. Poza tym noc kojarzy mi się z ciszą, tajemnicą, niepokojem, a nie z tłumem ludzi i zewsząd dochodzącą muzyką. To nie moje klimaty.
Do tego jeszcze dostałam napadu straszliwej socjofobii. Trapi mnie to aż do teraz. Nie wiem, jak będzie wyglądało moje życie. Na razie moja przyszłość nie maluje się ciekawymi barwami.

niedziela, 28 sierpnia 2011

Nalepki na ścianę jako sposób dekoracji pokoju.

Miałam dzisiaj mały wypadek. Mój kot przestraszył się mojego psa i podrapał mi rękę. Nic przyjemnego... Wygląda to trochę jakbym podcięła sobie żyły albo spadła na grabie. Ale co tam, zdezynfekowałam ranę i po kłopocie. Na początku trochę drętwiała mi ręka, ale teraz jest już ok. A tak w ogóle to schudłam 2 kg. Czyli Callanetics skutkuje.
W dalszym ciągu czekam także aż matka dostanie kredyt. Ma mi oddać pieniądze na kanapę i podłogę (panele). Na razie pomieszkuję w nie do końca wyszykowanym pokoju. W sumie to nie jest tak źle. Przynajmniej jest ciekawie;) Podoba mi się też pomysł z nalepkami na ścianę. Początkowo nie byłam co do tego przekonana, jednak teraz mogę stwierdzić, iż wygląda to naprawdę interesująco. Czerwone ściany i czarne nalepki ładnie kontrastują. Jest to dobre rozwiązanie, gdyż w każdej chwili można coś takiego przewiesić, jeżeli źle przykleimy albo nam się nie spodoba. W każdym razie, polecam to każdemu.

środa, 24 sierpnia 2011

Nowy początek.

Źle zaczęłam. Niepotrzebnie założyłam, że zmiany w swoim życiu muszą być natychmiastowe i totalne. Złość z powodu niewykonania pewnych czynności przysłaniała mi wszystko inne, nie zauważałam drobnych rzeczy, które udawało mi się osiągnąć. Postanawiam więc: odpuszczam sobie. Nie ma sensu z dnia na dzień obracać swojego życia o 180 stopni, zmiany muszą być wdrażane stopniowo. Nie zamierzam się oczywiście poddawać, ale trzeba by trochę zmienić taktykę.
Od ostatnich 2 i pół tygodnia regularnie (2 razy w tygodniu) ćwiczę Callaneticks. Staram się też być bardziej słowna. Jak coś sobie postanowię, to po prostu to robię.
W ostatnim czasie miałam pozbierać mirabelki. Ciągle to odkładałam, gdyż zwyczajnie mi się nie chciało. Jakieś 2 tygodnie temu dużo myślałam o swoim życiu. Postanowiłam wreszcie wziąć się za siebie, a nie ciągle tylko o tym mówić. Zrobiłam kilka rzeczy, odkładając lenistwo na bok. Co jakiś czas nachodziła mnie myśl aby położyć się spać, no bo przecież jutro mogę to zrobić, a dzisiaj wypocznę  Postanowiłam jednak wytrwać. Kilka razy podejmowałam już decyzję o położeniu się, za każdym razem rezygnowałam z tego. Poćwiczyłam i (kiedy zrobiło się jasno) poszłam zrywać owoce z drzew. Wróciłam strasznie pogryziona przez komary czy inne robactwo, ale niezbyt się tym przejęłam. Byłam szczęśliwa, że zrobiłam coś kompletnie bezmyślnego (mogłam poczekać do rana, nic by się nie stało) ale wymyślonego i postanowionego przeze mnie wcześniej. Nic się nie liczyło. Ważne było tylko to, że wreszcie zrealizowałam swój pomysł.

niedziela, 7 sierpnia 2011

Coś na deszczowe dni...

Znowu pada, wszędzie jet mokro. Ludzie nie chcą wychodzić, niektórym odechciewa się chęci do życia. Ja jednak lubię taką pogodę, jest nieco melancholijnie. Bardzo mi pasuje taki klimat. Nie żebym uwielbiała cały czas się zamartwiać, po prostu według mnie deszcz ma coś w sobie. Siedząc sobie teraz przed komputerem trafiłam na eioba.pl na fajny artykuł z kawałami - http://www.eioba.pl/a/3bhr/wakacyjny-misz-masz  - . Idealne na takie deszczowe wieczory. Swoją drogą zastanawia mnie czasem moja naiwność.
Od zawsze interesowała mnie magia, ezoteryka, ogólnie to, co nieodgadnięte. Jakiś czas temu trafiłam na stronę pewnej osoby, która podawała się za wróżkę Tarę. Wysłałam zgłoszenie na darmową wróżbę. Później pojawiła się oferta kolejnej, bardziej profesjonalnej. Z tym, że teraz miało to kosztować 200 zł (dokładniej 199). Skombinowałam te dwie stówki, chociaż przyznam - nie było to łatwe. Po pewnym czasie zorientowałam się, że to jakieś oszustwo. Poszukałam trochę w internecie i okazało się, że do wszystkich przychodziły identyczne informacje. Bardzo łatwo dałam się oszukać. Być może zaślepiło mnie to, iż bardzo chciałam poznać swoją przyszłość. Zresztą ... nieważne. Jak ktoś kiedyś trafi na taką stronę, to nie radzę się nią w ogóle zajmować. A co do moich postępów w ćwiczeniach, to od pierwszego napisanego tu artykułu ćwiczyłam zaledwie 2 razy. A minął już miesiąc... A pal licho, nie wiem, co będzie dalej.

środa, 27 lipca 2011

Czerwony dla motywacji

Jestem podekscytowana. Wreszcie postawiłam na swoim. Ściany w moim pokoju mają odcień czerwieni. Trochę malowania mi jeszcze zostało, ale to już naprawdę niewiele. Ostatnio nie pisałam, zrzucę to jednak na kark remontu. Trzeba było kupić farby, wybrać nową kanapę, zmienić wykładzinę itd. Totalny zakręt. Na szczęście miałam kogoś do pomocy.
Muszę przyznać, że potrzebowałam tego. Całkowity remont pokoju miał symbolizować odcięcie się od starych spraw, i rozpoczęcie nowego etapu. Dlatego też zdecydowałam się właśnie na kolor czerwony. Ma on motywować mnie do podejmowania odważnych decyzji i wyzwań. A do tego świetnie wygląda;) Podoba mi się kontrast ścian ze świeżo pomalowanym bieluchnym sufitem. I jeszcze czarne meble. Wygląda to świetnie. Na początku miałam pewne wątpliwości, ale teraz nie żałuję. Jest super. Co prawda spotkałam się z pewnego rodzaju dezaprobatą ze strony rodziny, np. siostra uznała, że kolor jest jakiś buraczany, a babcia stwierdziła, że będzie to wyglądać jak jakaś krew i morderstwo, to jednak według mnie jest lepiej niż sobie wyobrażałam.
Moja młodsza siostra pozazdrościła mi intensywnego odcienia ścian i też zapragnęła  przefarbować swoje. Tyle, że jej marzy się granatowy. Cóż, może być ciekawie;) Zachęcam wszystkich do mocnych kolorów, bo to dodaje pokojowi charakteru. Co prawda, mój wydaje się teraz nieco mniejszy i ciemniejszy niż przedtem, jednak w jego przypadku wyszło na korzyść. Jak całkowicie ukończę remont, to może wstawię zdjęcia.
Bye, bye;)

niedziela, 10 lipca 2011

Callanetics, ot tak

Jest trudniej niż myślałam. Kompletnie nic mi się nie chciało. Przez kilka dni nie byłam w stanie wziąć się za jakiekolwiek ćwiczenia, w ogóle nic nie robiłam. Zupełne lenistwo. Jak widać, nie jest wcale tak łatwo po prostu się zmienić. Brakuje mobilizacji.
Dzisiejszego dnia przełamałam się jednak. Wyjęłam starą książkę z ćwiczeniami Callanetics i wzięłam się do roboty. Jak byłam młodsza (ok. 13-14 lat) też miałam problemy z wagą. Mama podsunęła mi wtedy tę książkę i tak zaczęła się moja przygoda z Callaneticsem. Nie ćwiczyłam regularnie, a mimo to schudłam. Potem niestety pojawiły się problemy w szkole i nie miałam już na to czasu ani ochoty. Znowu przytyłam. Nawet jeśli udawało mi się zrzucić kilka zbędnych kilogramów, to za jakiś czas i tak wracałam do poprzedniej wagi.
Po dzisiejszych ćwiczeniach czuję się świetnie. Wybrałam zestaw dla początkujących. Sprawił mi on nieco trudności. Kilka lat temu, zanim porzuciłam Callanetics byłam już na stopniu zaawansowanym. Teraz muszę zaczynać wszystko od nowa. Mam nadzieję, że tym razem nie odpuszczę i wytrwam.
Na razie jestem pozytywnie nastawiona. Przełamałam się. Zobaczymy, co będzie jutro.